niedziela, 19 kwietnia 2015

3x04 Napisałem ci list

Oczami Ludmiły:
Po rozmowie z Federico zamówiłam taksówkę i pośpiesznie wróciłam do hotelu.  Na miejscu rzuciłam się na miękkie łóżko. Chciałam się rozpłakać,  ale nie mogłam.  Zamiast tego włączyłam piosenkę na cały czas i zaczęłam śpiewać ,, Hoy Somos Mas".
Najgorsze w dzisiejszym dniu, że John tak się starał, by ten dzień był idealny, a ja to zawaliłam uciekając.
Zasnęłam z myślą,  że dzisiaj zraniłam minimum jedną osobę.  A jutro, cóż będzie trzeba przygotować się na skutki.
Następnego dnia obudziło mnie palące słońce które tak rzadko zdarzało się w Londynie. Otworzyłam leniwie powieki i moim oczom ukazała się Lindy.
- Coś ty sobie myślała - w skrzyżowanych na piersi dłoniach trzymała różową parasolkę.  Nerwowo postukiwała nogą o jasną drewnianą podłogę.
- Wiesz ile on planował ten dzień? Znowu będzie mi marudził.
- Przepraszam, ja po prostu... spanikowałam
Przyjaciółka podeszła do mnie i usiadła koło mnie na łóżku.
- Z początku wszystko wskazywało na to, że powiesz tak, ale w jednej chwili twój wyraz twarzy momentalnie się zmienił.
- To jest o wiele bardziej skomplikowane niż się wydaję.
- Rozumiem - Lindy chwyciła moje włosy przerzuciła na jedną stronę i zaczęła przeczesywać palcami. - kiedy masz zamiar z nim porozmawiać?
- Jeszcze nie wiem, muszę to przemyśleć,  ale na razie chcę spędzić czas z tobą.  Tęskniłam za tobą Linds. - po ostatnich słowach przytuliłam moją przyjaciółkę.
- Pójdziesz ze mną do parku? Muszę zameldować się w pracy.
- Ale potem musimy się zająć restauracją - przypomniała mi odgarniając ciemne włosy.
- Jasne, zajmiemy się wszystkim - powiedziałam ciągnąc ją do wyjścia.
Tak mi jej brakowało.
Oczami Ludmiły:
Nie wiedziałam jak ta impreza miała wypalić w takim miejscu jak Londynu dlatego gdy przebiłam się razem z Lindy przez deszcz i tłumy na drogach poinformowałam mojego szefa, że trzeba przenieść festiwal do budynku.
- Ale gdzie my teraz znajdziemy odpowiednie miejsce? - powiedział w swojej przyczepie.
- Poszukam czegoś,  a niech reszta przygotowuje wszystko.
Wyszłam z pomieszczenia i otworzyłam parasolkę pod którą od razu zniknęłyśmy. Przebiegłyśmy przez ulicę prosto do naszej restauracji.
Odłożyłyśmy w kąt parasolkę i zajęłyśmy się osuszaniem siebie.
- Masz już pomysł gdzie mógłby odbyć się festiwal? - rzuciła Lindy wciskając wodę z końcówek włosów.
- Chyba dzisiaj będę musiała przejść się i poszukać. Zależy mi na jakimś przestronnym, dużym, ładnym i nowym lokalu w centrum.
- A może, by tak Round The World?
- Chcesz, żeby nasza jeszcze nie istniejąca restauracja posłużyła za miejsce na festiwal? - przez chwilę Lindy stała nie pewnie, jakby bała się,  że za chwilę zacznę wrzeszczeć,  ale moja reakcja była zgoła inna - Cudowny pomysł! - krzyknęłam.

Oczami Leona: 
Usłyszałem jak ktoś mnie woła, więc się odwróciłem.
-Violetta?  
- Leon co ty tu robisz?
- Byłem u ciebie, ale wyjechałaś.-powiedział kpiąc.
- Po co tu przyjechałeś? Pogadać ze mną?? O czym o pogodzie?!
-Boże co ja wyprawiam.- pomyślałam
- Właśnie nie wiem.
- Myślałeś że jak wrócisz to ja co zrobię? 
- Ja nic nie myślałem w tym problem!!! O co ci chodzi?
-  O co mi chodzi? Zostawiłeś mnie po tym co ci powiedziałam wyrzuciłeś mnie z domu po czym mnie zostawiłeś na ten rok, ale i tak nie obchodziło cię to  co ci powiedziałam jesteś największą pomyłką mojego życia!!- Wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- O czym ty mówisz napisałem ci list!!
- Co?
- Nie pojawiłaś się dałaś mi drogę wolną a teraz jest za późno.
- Nie ja nie otrzymałam żadnego listu!!! 
- Dałem Davidowi twojemu chłopakowi dla ciebie nie wierzę ci przestań w końcu kłamać. Przyjechałem tu by cię zobaczyć coś mnie tu ciągnęło, ale mogłem zostać tam gdzie byłem nie jestem tu potrzebny.
- Powtarzam ci nie dostałam żadnego cholernego listu. Spotkajmy się...
- Za 3 dni wyjeżdżam. Już tu nie wracam i...
- Dlaczego?
- Wszystko było napisane w liście właśnie minęło 20 minut naszej rozmowy tyle miałem czasu dla ciebie pa.
- Leon  jeśli wierzyć mi chociaż troszkę spotkajmy się w kawiarni tam gdzie kiedyś o 16. Proszę.
Powiedziałam odchodząc.
Oboje poszliśmy w swoje strony.
Czułam przez chwilę jego wzrok na sobie co dało mi satysfakcję.
Gdy dochodziłam już do domu poczułam wibracje w kieszeni.
- Halo?
- Bym zapomniał zaraz powinnaś dostać ode mnie w smsie treść listu od Leona David zapomniał ci go dać Violu. Mam nadzieje że się nie gniewasz.-zanim zdążyłam coś powiedzieć rozłączył się.
Po niecałej minucie dotarł do mnie sms jak pewnie od niego.
Zaczęłam czytać bardzo powoli.

Droga Violetto!
Wyjechałem możesz mieć mnie za sam nie wiem kogo 
ja po prostu nie umiem określić tego co czuje, 
ale to nie powód daje ci czas chcę ci uwierzyć,
uwierz mi chcę a więc daje ci 2 tygodnie 
na to byś przyjechała do mnie do Buenos Aires,
ale musisz mieć jakieś alibi, dowody i argumenty.
Ja nic nie pamiętam sama o tym wiesz.
Nie wiem kto kłamie a kto nie więc gdy każdy 
mówi że ty to wierze im kilka na jedną przewaga liczebna
nie wiem ile czasu mnie nie będzie jeśli nie przyjedziesz
zrozumiem że wszystko co mówili oni było prawdą
tylko ja na prawdę nie mogę do końca w to uwierzyć
mam wielką nadzieje że cię zobaczymy.  

Niżej już nic nie było jedynie coś od Diego. 
- Data niestety już nie aktualna przykro mi nie napisałem wszystkiego, ale napisał też że po 2 tygodniach jeśli cię nie będzie zmieni miejscowość, ale nie chciało mi się tyle pisać to takie streszczenie nie ma za co do niedługo/Diego
______________
Jak myślicie jak Leon się spotka z Violettą czy nie?
Niedługo dowiecie się dlaczego Leon tak wierzy Davidowi 
Klaus//<3


piątek, 17 kwietnia 2015

One shot part. 2

Następnego dnia poszedłem do szkoły w fatalnym  humorze.  Przez wszystkie lekcje nie miałem nawet siły słuchać nauczycieli.
Ostatnią godziną tego dnia była fizyka. Nauczyciel powiadomił nas, że dziś będziemy pracować w parach. Podczas, gdy wszyscy wokół zaczęli się przesiadać łącząc się w jeden wielki miszmasz głosów ja siedziałem na samej górze, wpatrywałem się w to całe przedstawienie z ogromnym zainteresowaniem. Wszystko działo się jak na zwolnionym filmie. Pomiędzy tym wszystkim dostrzegłem moją blondynkę. Siedziała sama w pierwszej ławce wpatrując się przed siebie.
- Federico, nie masz pary? Będziesz z Ludmiłą.
Te słowa docierały do mnie powoli jakby przebywały całą galaktykę.  Po kolei każde słowo docierało do mnie. Gdy już przyswoiłem pełną informację wstałem z miejsca starając się ukrywać radość i szczęście,  po czym zająłem miejsce obok dziewczyny.
- Dziś ciągniemy dalej temat astronomii. Waszym zadaniem jest wybrać jeden temat i opracować go. Na następnych lekcjach będziecie przedstawiać to co przygotowaliście. - wytłumaczył nauczyciel.
- Masz jakiś pomysł? - zapytałem.
- Omówmy supernovę,  w końcu wiesz, wiem o tym wszystko - zapiszczała Ludmiła odgarniając blond loki.
- Ja tam nie wiem, czy wiesz wszystko. Supernova to gwiazda która istnieje, by rozpaść się na drobne kawałeczki.  Więc myślę,  że tak naprawdę nie wiedziałaś co to znaczy, ale spodobał ci się przedrostek super.
- Lepiej już zacznijmy - powiedziała dziewczyna trochę speszona.
Po co ja tyle mówię?
- Ludmiła...
- Skąd znasz moje imię?
- Ludmiła masz strasznie przekrwione oczy.
Blondynka odwróciła głowę w moją stronę, jej oko otaczały czerwone żyłki.
- To nic takiego - oburzyła się.
- Powinnaś iść do pielęgniarki.
Kilka minut później siedziałem na białym krześle przed gabinetem szkolnej pielęgniarki.
Bawiłem się sprężynką przesuwając ją między palcami, gdy nagle drzwi się otworzyły i wyszła z nich dziewczyna. Wyglądała dokładnie tak jak ją zapamiętałem. Idealne rysy twarzy, złote włosy i niebieskie jak ocean oczy na których teraz widniały...prostokątne okulary?
Ludmiła przysłoniła część twarzy włosami, jednak i to nie zasłoniło szkieł.
- Wszystko w porządku? - zerwałem się na równe nogi.
- Nie patrz na mnie! Idź już!
- Ludmi nie musisz się wstydzić, to tylko okulary.
- To ochydne okulary Fede! - krzyknęła, po czym umilkła zdając sobie sprawę z tego co powiedziała - lub jak kolwiek tam się nazywasz.
Uśmiechnąłem się,  ale postanowiłem nie drążyć tematu.
- Uwierzysz jak ci powiem, że w okularach wyglądasz ślicznie? - spytałem podchodząc do niej bliżej i poprawiając jej szkiełka - bo wyglądasz.
Od tego dnia Ludmiła chodziła w okularach, z początku ludzie patrzyli na nią krzywo, ale po jakimś czasie na pewno się przyzwyczają.  A jak nie to już ich sprawa.
W domu nic się nie zmieniło. Viola ćwiczyła głos w oczekiwaniu na werdykt dotyczący obsady przedstawienia.  Cały czas powtarzała,  że na pewno jej się nie uda, ale ja ją za dobrze znałem i wiedziałem, że to tylko przykrywka, by zwrócić na siebie uwagę.  Ojciec oczywiście jak zawsze dawał się na to nabrać. Codziennie siadali przy pianinie i śpiewali:
I always stand by you
Stand by you
Forever, forever...
Nie dało się wysiedzieć w tym domu.
----------
Dalsza część one shota. Jak wam się podoba? Co myślicie o Ludmi w okularach? I jak myślicie jak akcja się potoczy? Odpowiedzi na wszelkie pytania pojawią się już za tydzień w kolejnej części. A was zachęcam do zadawania pytań w zakładce: Zapytaj bohatera.

3x03 Ktoś stoi przed domem

Oczami Ludmiły:
Spojrzałam w oczy Johna, były pełne nadziei i oczekiwania. Potem spojrzałam na ekran telefonu.
- Zaraz wrócę - podjęłam szybko decyzję i wstałam od stołu starając się nie patrzeć na zranionego chłopaka.
Wybiegłam na dwór starając się nie zwracać uwagi na padający deszcz. Szybko nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki. To był on, mimo iż minął rok nie zapomniałam jak brzmiał.
- Federico? - odezwałam się nie pewna tego czy postępuje właściwie.  W restauracji czekał na mnie facet mojego życia który właśnie mi się oświadczył,  ale z jakiegoś powodu wystarczyło bym zobaczyła wyświetlone imię Federico, by rzucić wszystko. Co jest ze mną nie tak? Miałam szansę na wspaniałe życie,  a Fede już podwójnie dał mi dowód, że z nim życie nie byłoby proste.
- Ludmiła to ty? - w jego glosie słychać było nadzieję.
- Skąd masz mój numer? - Nie chciałam się z nim w nic bawić,  krótko, zwięźle i na temat. Chciałam mu przedstawić jak aktualnie sprawy się mają.
- Mam swoje sposoby, a ty jak widzę nie wykasowałaś mojego numeru.
- Czego chcesz?
- Dotrzymać obietnicy.
- Fede to było rok temu, nie musisz dotrzymywać tej obietnicy, oboje dobrze wiedzieliśmy,  że to koniec.
- Wtedy wszystko wyglądało inaczej...
- Ale sprawy się zmieniają
- Kim jest? Ktoś z pracy?
- Nie chcę o tym teraz gadać
- To może kiedy indziej
- Fede... - zaczęłam, ale nie pozwolił mi dokończyć.
- Nie Ludmiła,  za kilka dni będę w Londynie na koncert, chciałbym się wtedy z tobą spotkać,  jeśli przyjdziesz będzie to oznaczało,  że jest dla nas jakaś szansa,  jeśli nie zrozumiem i zostawię cię w spokoju.
To jakiś koszmar.  Chciałam się rozłączyć gdy on powiedział:
- Kimkolwiek jest, jestem od niego lepszy.
Chciało mi się śmiać,  Federico zawsze miał poczucie,  że pobije każdego kandydata do mnie. Kiedyś zanim jeszcze mnie olał,  a potem wrócił siedzieliśmy razem na kanapie, ja z głową opartą na jego klatce piersiowej powoli unoszącej się w dół i górę.
- Pobiłbym każdego kandydata do twojego serca - powiedział nagle chwytając kosmyk moich włosów i zaczynając się nimi bawić.
- Na razie jesteś tylko ty - przechyliłam głowę i spojrzałam na niego.
- Obiecaj,  że cokolwiek bym nie zrobił nie przestaniesz mnie kochać.
' Obiecuję
Następnego dnia nieoczekiwanie zniknął zostawiając wiadomość na karteczce przyklejonej do lodówki ,, Dostałem szansę życia.  Przepraszam. Mam nadzieję,  że nie złamiesz obietnicy".
To był cios prosto w serce, podobnie czułam się w tym momencie.
Kochałam Johna, oświadczył mi się,  w takim razie czemu miałam wątpliwości?

Oczami Violetty:
W jednej chwili coś we mnie pękło gdy to usłyszałam poczułam że znów jestem tą samą Violettą nigdy nie zapomnę wspomnień z Leonem i o nim, a w dodatku ma zamiar wrócić. Tylko gdzie się podziewał przez ten rok, dlaczego wyjechał na cały rok nie odezwał się tylko zmienił numer i miał zamiar się nadal nie odezwać. Wziął ślub nie, nie wytrzymam znów tego załamania. Gdy ostatni raz Diego do mnie dzwonił byłam w stanie popełnić samobójstwo nie chcę przeżywać tego 2 raz.
- Violetta jesteś tam?
- Tak jestem tylko co mnie ma obchodzić to co mówisz?
- Nie okłamujmy się przecież ja wiem że nawet gdybyś nie wiadomo jak bardzo o nim zapomniała nadal go kochasz.
- Po co wraca?
- Z tego co wiem Leon chcę się spotkać z kimś nie wiem z kim, a potem znów wyjeżdża.
Po chwili do moich oczu zaczęły napływać łzy od pół roku byłam zimną suką dla której nie liczyło się nic innego, ale gdy wraca on wracam także dawna ja.
- Dlaczego mi to mówisz?- spróbowałam mówić tak chłodno jak wcześniej.
- Bo mam powody wraca on, wraca też nasz układ. Słyszałam jak się śmieje.
Rozłączyłam się po czym się kolejny raz załamałam
- Potrzebuje cię znowu Leon rozumiesz?! Jak mogłeś być taki głupi i ożenić się właśnie z nią?? Plastikiem dla którego liczy się tylko kasa.
- Violu coś się stało?-gdy mnie zobaczyła podbiegła i podała rękę bym wstała.
- Leon.
-Znowu on, znowu chcesz przez to wszystko przechodzić?? Zapomnij o nim proszę cię.
- Nie, nie ja muszę się dowiedzieć dlaczego mnie zostawił rozumiesz?
- Violu proszę cię
- Daj mi spokój!!! Idę do domu pa.
Odbiegłam nie zwracając uwagi na jej krzyki.
Dzień później:
Całą noc przepłakałam nie mogłam spać, bo myślałam o powrocie Leona, ale kiedy wraca i czy będzie mi dane chociaż go zobaczyć?? Nie wiem boję się że nie. Usłyszałam trzaskanie drzwiami.
- Hej to ja jeśli chcesz coś mówić to daj najpierw mi to zrobić.
A więc przepraszam sama zrobisz to co twoim zdaniem będzie dla ciebie słuszne albo będziesz płakać znów za Leonem, albo nie proste.
- Dzięki że mnie rozumiesz
- Nie ma za co, a teraz idę sobie zrobić śniadanie.- powiedziała odchodząc.
- Viola ktoś stoi przed naszym domem!!
- Kto?
- Nie wiem jakiś przystojny mężczyzna.
- O boże powiedz że mnie nie ma o pewnie jakiś ze wczoraj.
- Okej jak chcesz.
Zeszła szybko na dół
- Jest Violetta?
- Nie przykro mi nie ma
- A kiedy będzie?
- Wyjechała nie wiadomo do kiedy jej nie będzie.
- Rozumiem gdyby się pojawiła to powiedz jej, że  a nie ważne dzięki.
Powiedział wychodząc.
Ten głos wydawał mi się być bardzo znajomy zeszłam na dół, ale nikogo już tam nie było.
Szybko wybiegłam na dwór.
 Zobaczyłam oddalającą się postać byłam pewna że to on. Był u mnie?
- Leon!!!
________________________
Jak myślicie czy to był Leon czy może ktoś inny?
Dlaczego Lu ma wątpliwości? 
Mam nadzieje że się podoba odcinek.
A  więc jutro w okolicach wieczoru One shot może coś wymyśle. 
Klaus//<3




wtorek, 14 kwietnia 2015

3x02 Początek końca

Oczami Ludmiły (brak Leonetty)

Jak to jest walczyć o miłość, by ją stracić? Jak to jest poczuć się szczęśliwa na kilka chwil, by potem znów mieć w sobie pustkę. Życie zgotowało mi prawdziwy ''no happy end''. Zaraz po zakończeniu festiwalu dostałam propozycję jeżdżenia po świecie, by organizować inne występy. To była cudowna okazja, spełnienie marzeń, ale i ich stracenia.  Mój ukochany wyjechał, by spełniać swoje marzenia. Dałam mu wolność.  Po co? Mogłam go zatrzymać, tylko dla siebie, organizowanie koncertów nie było mi niezbędne do życia,  a on mógł dalej żyć bez światowego turne.  Ale jakie to, by było życie? Jakie to byłoby życie, gdybym zabroniła mu spełniać marzenia? Nie chciałam, by resztę życia wlukł się za mną bez potrzeby spełnienia.  On kochał muzykę i nawet jeśli również kochał mnie to wiedziałam jak postąpi i nie wściekałam się na niego za to. W końcu ja postawiłam podobnie. Poszliśmy w swoje strony. Ułożyliśmy sobie życie na nowo, jednak nigdy o sobie nie zapomnieliśmy. 

Minął rok od kiedy straciłam miłość, przyjaźń i wyruszyłam w świat.  Do tego czasu zdążyłam odwiedzić takie miejsca jak: Nowy Jork, New Jersey, Miami, Kraków,  Madryt i Barcelone. Aktualnie jestem w ostatnim miejscu na mojej trasie,  czyli w Londynie. Cieszyłam się z przyjazdu do tego miasta, bo właśnie z nim wiązałam swoje przyszłe plany.
Zdążyłam zameldować się w jednym z tych pięknych nowoczesnych hoteli który tak dziwnie wyglądał na tle przed wojennych budynków.  Odstawiłam walizki na wózek i polecając zanieść je do mojego pokoju wyszłam na świeże chłodne powietrze. Nie było tu może tak ciepło jak w Hiszpanii, czy Francji, ale Wielka Brytania posiadała ten urok którym biła o głowę wszystkie inne miejsca na ziemi. Tu po prostu było tak...
Nagle poczułam czyjeś chłodne ręce na moich oczach i zapach dobrze mi znanej wody kolońskiej.
- Nie ładnie tak się podkradać - mruknęłam zabierając dłonie z moich oczu i mechanicznie odwracając się w stronę przybysza składając na jego ustach namiętny pocałunek. 
- Ty i tak wszędzie mnie poznasz. To nie fair. - mężczyzna przede mną przemówił tym swoim pięknym brytyjskim akcentem i wyszczerzył zęby w lekkim uśmiechu.
- Gdybyś się tyle nie perfumował to pewnie miałbyś jeszcze jakieś szanse. 
- Przynajmniej mam pewność,  że wszędzie mnie rozpoznasz.
Zarzuciłam mu ręce na szyję i znów przywarłam do niego ustami. Odezwałam się od niego dopiero, gdy przypomniało mi się,  że miałam go o coś zapytać. 
- Lindy do ciebie dzwoniła?
- Nie, pewnie jest już na miejscu, idziemy? - zapytał łapiąc mnie za rękę. 
- Oczywiście
Przemknęliśmy razem przez deszcz w stronę czarnej limuzyny. 
Zajęłam swoje miejsce, a on obok mnie i pojechaliśmy w tajemnicze miejsce gdzie mieliśmy się spotkać z moją przyjaciółką Lindy.
Mojego ukochanego i moją najlepszą przyjaciółkę poznałam będąc w Polsce, oni wtedy uczestniczyli w pewnego rodzaju wymianie. I uwierzcie mi ich historia jest o wiele bardziej poplątana niż się może wydawać.  Ale to później. 
Najlepsze w moim facecie było to, że nie pozwalał mi przytulać głowy do szyby co zawsze robiłam jadąc samochodem, tylko przytulał mnie do siebie i dawał poczucie, że nie jestem sama.
Minęliśmy właśnie stacje Kings Cross i kierowaliśmy się w stronę głównej ulicy Londynu.
- Co ty dla mnie szykujesz? - spytałam podnosząc głowę i spoglądając w jego piękne kasztanowe oczy.
- Ćśś nie psuj niespodzianki - szepnął mi jedynie i znów zaczął głaskać po karku.
Zanim się obejrzałam limuzyna zatrzymała się i wysiedliśmy na mokrą ulicę. 
- Po miesiącu w Hiszpanii na prawdę dobrze robi pobyt w takim miejscu
- Cieszy mnie, że ci się podoba - powiedział mój mężczyzna prowadząc mnie za rękę w stronę przejścia dla pieszych.
- Więc gdzie idziemy?
- Mówiłem,  dowiesz się w swoim czasie. To dopiero twój pierwszy dzień w Londynie, ale ma być wyjątkowy. 
- Ty tu jesteś, to wystarczy - skradłam mu małego, niewinnego całusa i przytuliłam się do jego umięśnionej ręki - prowadź. 
Chłopak uścisnął mocniej moją dłoń i pociągnął mnie dalej ulicą. 
Po kilku minutach stanęliśmy przed restauracją o nazwie ,,Round The World". Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Widziałam przez szybę ścianę przyozdobioną w wysokie wieżowce Nowego Jorku i Statue Wolności, na każdym stole stał szary gołąb który tak dobrze kojarzył mi się z Krakowem, były też inne symbole z miejsc w których byłam. 
- Tu jest pięknie,  jest i Miami i Barcelona i Kraków...jak to możliwe? - do oczu zaczęły mi napływać łzy. 
- Spytaj właścicielkę 
Z początku nie rozumiałam o co chodzi, ale wtedy zobaczyłam uśmiechającą się do mnie z za lady Lindy. Przytuliłam mocno mojego skarba i wpadłam do środka na spotkanie mojej najlepszej przyjaciółce. 
- Jak to możliwe? Ty i restauracja?
- Wiem,  dość odpowiedzialne - odrzekła wzruszając ramionami - ale nie będę tu sama -powiedziała robiąc ten swój dziwny uśmiech który po oznaczał,  że coś knuje. O dziwo jej wzrok skierowany był na mojego Johnego.
- Co tu się dzieje? Johny? Lindy?
- Jesteś moją współwłaścicielką - wybuchła dziewczyna podskakując przy tym z radości tak, że jej brązowe kosmyki uniosły się do góry jak pióra. 
- Jak to? - z niedowierzania odebrało mi mowę,  po chwili Linds pojawiła się koło mnie z fartuszkiem z moim imieniem. 
- Uknuliście to za moimi plecami? 
- Uwierz mi, ciężko było dopilnować,  by ta papla nie wyglądała ci tego już miesiąc temu - oznajmił chłopak. 
- Zaplanowaliście to tuż przed moim wyjazdem? - przez chwilę nikt z nas nie był pewny jaka będzie moja reakcja, aż w końcu.. - kocham was! - ...rzuciłam im się w ramiona.
- Jest idealnie
- Poczekaj to jeszcze nie koniec - odparła rozradowana przyjaciółka
- Coś jeszcze?
- Przygotowałam dla państwa stolik - oznajmiła wysokim głosem Lindy prowadząc nas do jednego z pustych i póki co czystych stołów.  - Zaraz przyniosę kartę. 
- Romantyczna kolacja...i to darmowa? - szepnęłam do Johna.
- Coś ty, zapłacę, będziesz swoim pierwszym klientem i zapewniam cię,  że zadowolonym.
Po chwili Lindy wróciła z dwoma kartami, od razu dostrzegłam wszystkie moje ulubione dania, ale postanowiłam wziąć sałatkę Barcelone.  John zamówił to samo.
- Będzie idealnie - zapewnił mnie łapiąc moją dłoń z długiego końca nie za dużego stołu. 
- Już jest - ścisnęłam jego dłoń. 
Teraz siedząc tu z nim chciałam wypowiedzieć te dwa wielkie słowa, wiedziałam, że tak było,  to on pozwolił mi na nowo pokochać,  to on czekał na mnie i to on teraz spełniał kolejne z moich marzeń.  Spojrzałam na jego piękne brytyjskie rysy twarzy, lekki zarost, idealnie poukładane kasztanowe włosy i garnitur jakby właśnie wyszedł z filmu o James'ie Bondzie. Ideał. 
- Ludmiło,  chciałem, żeby ten dzień był dopracowany i idealny w każdym calu, bo to właśnie w ten dzień...
Nie wiedziałam o co mu chodzi, odłożyłam widelec którym dotychczas się bawiłam, ponieważ on wstał ze swojego miejsca.
O co mu chodziło? - pomyślałam - Co tu się dzieję?
Nagle nieoczekiwanie uklęknął i wyciągnął jakieś czerwone pudełko z marynarki.
- Ludmiło Mercedes Ferro, czy wyjdziesz za mnie?
W pudełku zalśnił złoty pierścionek.
W tym samym momencie na moim wyświetlaczu pokazało się,  że ktoś dzwoni.
To był Federico...

To be Continued

----------------------
Jak wam się podoba nowy początek? Co myślicie o nowym życiu Ludmiły? Wolicie ją z Fede, czy Johnem?


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Więc

Mam pytanie bo sobota zbliża się wielkimi krokami a ja nie wiem na dal o czym ma być mój one shot proszę pomóżcie mi. Piszcie w kom albo kontynuacja Zabiłem twoich rodziców, albo o innej tematyce proszę czekam na wasze propozycje do soboty.
Ps. Od teraz opowiadanie ma 3 sezon nie 2 sezon 25 odcinek tak dla tych, którzy są zdziwieni lub myślą że to jakaś pomyłka minął rok, a więc jest też nowy sezon.
Proszę piszcie w kom.
Klaus//<3

niedziela, 12 kwietnia 2015

Odcinek 1 sezon 3 Wziął ślub

Od teraz to nowy sezon
[ Brak Fedemiły ]

Oczami Violetty :
To wszystko było takie piękne Fede i Lu się pocałowali no, ale nie są razem to jeden minus , Diego wyjechał... Tylko dlaczego on wyjechał on tak szybko się nie poddaje. Moje rozmyślanie przerwał dźwięk telefonu.
- Halo?
- Hej pewnie jesteś dziś szczęśliwa?
- Diego?
- Spotkajmy się obok budynku gdzie był festiwal jestem obok. - Szybko się rozłączył.
Czyli kłopoty wracają? Szybkim i pewnym krokiem ruszyłam do wyjścia.
Rozejrzałam się dookoła.
- Halo?!! To jakieś żarty?
- Nie ani trochę Violu.
- Tak bardzo się boisz że musiałeś się ukryć??
- Nie, nie ukrywałem się tylko rozmawiałem z kimś.
- Dobra nie mam czasu czego chcesz? I dlaczego odpuszczasz?
- Nie na zawsze odpuszczamy.
- No dobra tego się spodziewałam, ale czego do cholery chcesz?
- Odpuszczamy z jednego powodu, ale nie chcę żebyś byłą szczęśliwa na marne więc ci powiem co to za powód.
- Mam się bać?
- Nie ma czego jedynie mam dla ciebie smutną wiadomość jestem poinformowany jako pierwszy, bo niestety dużo ludzi dla mnie pracuje.
-Ehh nie zanudzaj tylko mów proszę cię myślisz że mam dużo czasu??
- Zadzwoń do Leona.
- Co? Po co?
- Zadzwoń przecież masz numer.
- Okej już dzwonie.
Nie minął jeden sygnał a ja już włożyłam telefon do kieszeni
- Dlaczego nie ma takiego numeru? Co o tym wiesz?
- Właśnie to chcę ci powiedzieć, ale nie dajesz mi dojść do słowa
a więc jak mnie poinformowano niedawno Leon Verdas wyjechał nikt nie wie gdzie na ile dokąd tak Violu właśnie to chciałem ci powiedzieć.- Powiedział z wielkim uśmiechem
- Jedziemy na wakacje gdy będziesz miała rozum zadzwoń wrócisz do nas. A teraz zostało tylko się pożegnać. Powiedział po czym poszedł.
Czy to prawda? Czy on na prawdę uwierzył im i zostawił mnie na zawsze? Bez pożegnania?

Rok później:
 Już za chwilę zacznie sie impreza stulecia, ale teraz muszę się zająć rozdawaniem towaru
 - Dobra mówisz co chcesz czy nie?
- A jakie masz?
- Marihuana, LSD, Amfetamina i mam jeszcze Kokainę chyba jesteś tu nowy.
- Tak pierwszy raz  kupuję takie rzeczy, ale trochę potrzebuje Amfy.
-  Dokładnie ile?
- 10 gram.
- Okej 350.
- Potrzebne ci pieniądze?
- No można tak powiedzieć jestem dilerką i striptizerką, ale mam duże wydatki
- proponuje ci kolacje i śniadanie jutro u mnie to adres i numer. - Napisał coś na kartce po czym poszedł.
- Hej kochana.- Podeszła do mnie moja Clara po czym pocałowała w policzek. Jest moją najlepszą przyjaciółką.
- Hej co tak długo?
- Szukałam fajnej sukienki na dziś sprzedałaś coś?
- Tak dużo a teraz trzeba pod bojować tą imprezę nie sądzisz.
- Znów chcesz się znaleźć w gazecie? Zgoda chodź na ten tydzień dużo się sprzedało
- Dostałam ofertę na kolacje i śniadanie
- Ciekawe chyba skorzystasz?
-Tak chyba tak tylko muszę kupić sobie coś na tą okazje.
- To jutro. Teraz czas się wyszaleć.
- Tak mam dziś wolne chodź.
- Poczekaj Clara ktoś do mnie dzwoni idź już do środka.
- okej przyjdź zaraz.
Poszła.
- Halo?
- Mam szansę na noc z panią za dość dużą kwotę?
- Ymm zgoda gdzie kiedy imię i nazwisko też proszę.
- Zacznę od imienia Diego.
- To ty wiedziałam że cię kojarzę.
- Widzisz wyszło na to że ja i David nie kłamaliśmy teraz jesteś dziwką.
- Stul pysk śmieciu.
- Mamy dla ciebie nowinę chcesz wiedzieć?
- Jeśli jest o Verdasie to nie chcę o nim nic słyszeć
- Czyli nie chcesz wiedzieć  że wziął ślub i niedługo pojawi się w Paryżu?
____________________
Nowe oblicze Violi :)
Nie będzie na szczęście taka na długo.
Clara będzie postacią pół dobrą pół złą.
Dla kogoś kto lubi Leonette mam dobrą wiadomość Leon nie jedzie do Paryża tak po prostu bo chcę cię spotkać z Vilu więcej nie zdradzę.
Do 03 bo 02 piszę Wera.

Klaus//<3 






sobota, 11 kwietnia 2015

One Shot part. 1

Do tych którzy myślą, że miłość nie zaskakuje, mylicie się. Gdy byłem w pierwszej klasie liceum ów nieoczekiwana strzała amora dotknęła mnie, a raczej ugodziła z niewyobrażalną siłą.

Trwała właśnie czwartkowa lekcja fizyki. Wsłuchiwałem się w słowa nauczyciela dotyczące konstelacji, gdy nagle zadzwonił dzwonek. Szybko zebrałem swoje rzeczy i zbiegłem po schodach na dól, przy okazji wpadając na kogoś kto już chwilę później leżał w moich ramionach. To była blond dziewczyna o pełnych czerwonych jak truskawka ustach i pięknych niebieskich oczach.
- Czemu ty mnie dotykasz?! Jestem supernovą!

Następnym razem piękną blondynkę spotkałem na korytarzu, gdy przez przypadek zastąpiłem jej drogę.
- Co ty wyprawiasz?! - rzuciła w moją stronę krzyżując ręce.
- Stoję.
- Ale czemu przede mną? Jestem superno...
- ...supernovą, tak wiem.
- W końcu nic dziwnego, jestem gwiazdą szkoły.
- Serio? Dziwne, ja cię kojarzę tylko z lekcji fizyki.
Dziewczyna spojrzała na mnie oburzona, podniosła głowę, poprawiła włosy, po czym mijając mnie szepnęła mi do ucha:
- Ukąsiła cię kiedyś żmija? Lepiej uważaj!

Minęły dwa tygodnie, a ja dalej nie widziałem mojej blondynki, tak jakby wyparowała z mojego życia, albo była tylko snem. Jednak przez ten czas zdążyłem się trochę o niej dowiedzieć.
Kilka chłopaków z klasy powiedziało mi, że ma na imię Ludmila, jest bogata, zadufana w sobie i ma parcie na sławę.
Ale ja myślę, że to tylko maska.

Kolejne spotkanie z niejaką Ludmilą nastąpiło w drodze na fizykę. Stałem przed drzwiami wpuszczając kolejno dziewczyny z klasy. Wtedy z hukiem na korytarz wpadła ona. Miała na sobie sukienkę w panterkę i czarne bolerko. Wyglądała inaczej. Na mój widok przystanęła i z przerażeniem w oczach powiedziała:
- Co ty tu robisz? - tym razem jej głos był dziwnie delikatny, nie było w nim tego normalnego sarkazmu.
-Chodzę z tobą na fizykę - przypomniałem.
Ludmila odwróciła wzrok i starając się zachować dawną powagę weszła do sali.

Tak bardzo chciałem wiedzieć co jej się stało, z dnia na dzień zmieniła się z przebojowej, czasem irytującej dziewczyny w nieśmiałą i przestraszoną.

Ja też się zmieniłem, nie wiedziałem czemu, ale czułem więź między mną, a tą dziewczyną. Nawet jeśli mi to nie odpowiadało, nie zmieniało to faktu, że tak było.

W weekend siedziałem w domu grając na gitarze, gdy nagle do pokoju weszła moja siostra bliźniaczka Violetta.
- Federico, nie uwierzysz co się dzisiaj wydarzyło - pisnęła dziewczyna siadając na moje łóżko.
- Niech pomyśle... Dostałam kolejną solówkę! - ostatnim zdaniem przedrzeźniłem moją kochaną siostrzyczkę używając tego samego piskliwego głosu jaki ona używała kiedy się czymś ekscytowała.
- Nie, to Fran dostała solówkę, ale jestem z niej dumna. Dziś do naszej grupy dołączył nowy chłopak, nazywa się Tomas!
- To wszystko? - rzuciłem.
- Wrócę jak będziesz miał lepszy humor - powiedziała i wyskoczyła z pokoju.

Violetta, moja siostra była przerażającą optymistką, chodziła do specjalnej szkoły dla utalentowanych chrześcijan. Śpiewała solówki na mszach, świętach i innych spotkaniach kościelnych.
Mówiła o tym bez przerwy, jakby nie istniały inne tematy do rozmowy.
Ojciec uwielbiał słuchać jak jego jedyna córka śpiewa, nie zależnie od pory.

Jak co wieczór musiałem przygotować się na wspólną kolację. Wziąłem telefon i zbiegłem na dół. Od razu zastałem Violette i naszego ojca razem przy stole w błogim nastroju. Prowadzili ożywioną rozmowę o najbliższym występie Violi.

Nagle oboje odwrócili się w moją stronę, starając się nie zwracać uwagi w ich wpatrzone we mnie oczy zająłem miejsce na przeciwko nich.
- Federico jak minął ci dzień? - zagadnął ojciec popijając łyk soku pomarańczowego.
- W porządku. - odpowiedziałem grzecznie.
- A u ciebie Violu? - zwrócił się do swojego drugiego dziecka.
Violetta przełknęła jedzenie i wyszczerzyła zęby w tym jej uśmiechu, który świadczył, że za chwilę zacznie się jej słowotok.

- Na zajęciach ze śpiewu osiągnęłam wysokie C, rozpoczęłam pracę nad przedstawieniem przed świętami. Jutro mam przesłuchanie do roli Maryi! - zapiszczała i rzuciła się w ramiona ojcu.
- Gratuluję Violu! - odkrzyknął uradowany tata.
Viola. Viola. Viola. A ja mam tak siedzieć jak jakaś widownia?
- Najadłem się - odparłem wstając od stołu.
- Federico to miał być rodzinny obiad, jak kiedyś.
- To nigdy nie był rodzinny obiad. Może kiedyś to zrozumiesz!

Problem w mojej małej rodzince był jeden, a byłem nim ja. W końcu jaki pożytek z syna który jest tak nie chrześcijański i nie utalentowany jak Violetta. A ja chciałem tylko, by choć raz świat nie kręcił się w okół mojej siostry.
Odwróciłem myśli od mojej rodziny i znów wróciłem do Ludmili. Nie wiedzieć dlaczego myśl o niej napawała mnie spokojem.
Usiadłem przy biurku i zacząłem szkicować kontury jej twarzy

-----------------------------------------------------------------------------------------------
I jak wam się podoba 1 część One Shota? Podzieliłam go, bo jest dość długi. Kolejna część już za tydzień

Zapraszam

Zapraszam was do wejścia do nowej zakładki pt: '' One shoty '' Znajdują się tam wszystkie One shoty z tego bloga. Chciałabym po prostu poznać waszą opinie pod tamtą zakładką również na teamt one shotów. I dowiedzieć sie który one shot wam się najbardziej podobał a więc zapraszam
Klaus//<3